Czy „lekiem” na jesienną depresję może być… lampa?

/ / Czytelnia

Zacznijmy od tego, że depresja to ciężka choroba, a jakiekolwiek metody jej leczenia powinny być konsultowane z lekarzem. Niestety w dzisiejszych czasach wiele osób – depresją nazywa chwilowe złe samopoczucie albo negatywne emocje związane z daną sytuacją. Tu wkracza biznes „poprawiaczy samopoczucia”.

Niektórzy producenci sprzedają np. antydepresyjne lampy. Okazuje się jednak, że tego typu urządzenia mogą naprawdę pomóc przy jesiennej chandrze.

Lampy na depresję

Jak to działa? Specjalne lampy wykorzystują intensywne światło elektryczne do symulowania światła słonecznego, którego brakuje nam jesienią i zimą (co wprawia nas w negatywny nastrój). – Takie lampy rzeczywiście mają działanie antydepresyjne. Od dawna funkcjonuje terapia wspomagająca w depresji zwana fototerapią, która może stanowić jeden z elementów leczenia depresji. Jeżeli mamy mniej światła słonecznego na zewnątrz np. jesienią, to nie jesteśmy w stanie wytworzyć tak dużej ilości serotoniny (pot. hormonu szczęścia), jaka jest potrzebna, abyśmy mieli dobry nastrój. Lampy imitują właśnie to światło słoneczne – komentuje psycholog Irena Jaczewska.

Mimo tego, że jest to dziesięciokrotnie niższe natężenie niż w przypadku słońca, to i tak taka dawka światła wystarczy, abyśmy pobudzili nasz organizm do produkcji neuroprzekaźnika, czyli serotoniny.

Wystarczy włączyć taką lampkę na ok. 30-60 minut. W tym czasie możemy wykonywać codziennie czynności. Ceny takich lamp wahają się od 80 do nawet 1500 zł.

– Lampy pomagają też rozbudzić się rano. W ciemności wydziela się w naszym organizmie hormon zwany melatoniną, który jest odpowiedzialny za senność. W momencie, gdy rozjaśnimy sobie pokój, miejsce pracy, ponury poranek, to szybciej pobudzimy nasz organizm do produkcji hormonu szczęścia – mówi psycholog.

Światło słoneczne ma również pozytywny wpływ na koncentrację, metabolizm oraz chęć podjęcia aktywności fizycznej.

Jakiś czas temu w Szwecji zamontowano na 30 przystankach specjalne lampy imitujące światło dzienne, dzięki którym pasażerowie mogli „złapać” trochę słońca. Biorąc pod uwagę to, że w tym kraju w okresie zimowym słońce świeci tylko przez godzinę dziennie, zamontowanie takich lamp wydaje się dobrym rozwiązaniem.

Nie tylko lampy

Oprócz lamp, które jak się okazuje mają działanie antydepresyjne, na rynku dostępne są herbatki, które również określa się jako te przeciw depresji. – W przypadku herbat czy jedzenia, nie używałabym określenia „antydepresyjny”. Bardziej wskazane byłoby mówić, że te produkty mogą wpłynąć na lepszy nastrój. Powiedzenie, że picie herbaty wyciągnie nas z depresji, jest zdecydowanie na wyrost – podkreśla psycholog.

Takie herbaty mają w składzie różnego rodzaju zioła, np. werbenę, melisę czy przytulę, które działają uspokajająco i zmniejszają stres. Opakowanie 20 torebek z herbatą kosztuje 6 zł. Chociaż znalazłam i taką, która kosztuje 19,99 zł za 100 g.

W sprzedaży znajdziemy również świece, który określane są jako „antydepresyjne”. Chociaż producent, na którego się natknęłam, w opisie również włożył to słowo w cudzysłów. Świeca, której czas spalania wynosi 25 godzin, kosztuje 28 zł plus koszt przesyłki.

Psycholog zwraca uwagę na to, że w dzisiejszych czasach określenie „antydepresyjny” nabrało trochę innego znaczenia, bardziej potocznego. – Używając tego słowa, mamy na myśli coś, co pozwala wyciągnąć nas ze złego nastroju, gorszego samopoczucia. Depresja to silne zaburzenie psychiczne, często śmiertelne. Leczenie tej choroby samodzielnie nie jest najlepszym pomysłem. Zawsze trzeba się konsultować z lekarzem – komentuje Irena Jaczewska.

Zródło: https://finanse.wp.pl/czy-lekiem-na-jesienna-depresje-moze-byc-lampa-zapytalismy-eksperta-6552834196028320a