Terapia Skoncentrowana na Rozwiązaniach – czyli dlaczego nie dajemy ludziom wędki?

/ / Czytelnia

Bardzo często słyszymy o dawaniu ludziom wędki, zamiast ryby. Ale co, jeśli ktoś faktycznie jest za słaby by ją unieść i chwieje się na nogach? Może zanim wręczymy wędkę warto go jednak nakarmić? Być może tak. Ale co dalej? Terapeuta TSR by sądził, że takie „danie wędki” lub „nauczenie kogoś łowić” to już sugerowanie rozwiązań, które nie są dobre dla osoby w potrzebie. Być może łowienie to świetne hobby, które pozwala się wyciszyć, ale co nam po tym, jeśli w pobliżu nie ma czystej rzeki czy jeziora, w których ryby można by łowić? I co dalej zrobić ze złowioną rybą? Jak ją przyrządzić? Czy mamy gdzie? Czy jest możliwość zorganizowania patelni lub chociaż zgrillowania ryby? Czy posiadamy chociażby sól? Czy osoba, której tak bardzo chcemy pomóc nie jest na te ryby uczulona? Co nas uczy ta analogia?

Zasoby w Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach

Warto się dowiedzieć, czy osoba ma wystarczające zasoby, aby dana pomoc była faktycznie skuteczna (czy jest jak przyrządzić rybę) i czy nasza pomoc nie zaszkodzi (jak w przypadku alergii na białka ryb). Być może lepszym byłoby pokazać osobie jak uprawiać ziemię czy zdobywać wodę? A może nauczyć ją jakiegoś rzemiosła, by mogła zarobić na chleb? A może jeszcze inne rozwiązania? TSR wbrew nazwie nie sugeruje rozwiązań. Pytamy o zasoby, o możliwości, o zaradność w przeszłości i zadajemy cały wachlarz pytań, które prowadzą do tego, że nasz głodny sam wymyśli co zje i jak sobie zorganizuje posiłek. Pytamy szukając tego, co jest w zasięgu jego ręki. Każdy człowiek w głębi serca i umysłu zna odpowiedzi na te wszystkie pytania.

Wspomnienia z przeszłości pomocą w teraźniejszości.

Wracając do analogii z rybą – wie co może zjeść, przecież kiedyś już to jadł. Pamięta smak ulubionych potraw, być może ma wspomnienia o tym, jak przygotowywał je sam lub w towarzystwie. Wie, czego potrzebuje, aby je przyrządzić i zaspokoić swój głód. Tylko ręce zapomniały, że mogą sypać przyprawy i mieszać w garach. Potem, kiedy już mamy nadzieję na zaspokojenie głodu w konkretny sposób możemy pomyśleć o tym, czego potrzebujemy, aby potrawa była taka, jaką mamy nadzieję ugotować. Wykopujemy ze strychu podświadomości książkę kucharską, szukamy zamienników do składników, których już nie ma na rynku, wyobrażamy sobie gdzie i co kupimy, oraz skąd weźmiemy na to pieniądze. I nagle nie ma już tego poczucia beznadziei, wszystko wydaje się proste. I jakoś zaczyna się chcieć. Dziś pójdę do warzywniaka po marchew, jutro do marketu po pieprz i olej, a może po drodze zajdę jeszcze do…

Pierwsze oznaki zmian.

Mija tydzień lub dwa, trzy… nagle okazuje się, że któryś czwartek był najpiękniejszym dniem od wielu lat. Co prawda ryba z rzeki zamieniła się w rosół, ale ważne że zupa była ciepła, smaczna i zaspokoiła nie tylko głód, ale także pozwoliła uwierzyć w siebie i dała satysfakcję, że coś jednak w życiu jeszcze się zrobiło. A kto wpadł na pomysł z rosołem? Bynajmniej nie terapeuta.

Jeżeli zdarzało ci się, że byłeś na terapii, w których wydawało ci się, że zamiast tego, z czym chcesz się zmierzyć mierzysz się z problemami – spróbuj TSR. Żadnych dzienniczków, żadnych zadań, a rozwiązania odkrywasz sam(a). Przecież najlepiej wiesz, jak żyć, żyjesz ze sobą od zawsze. To tylko życie codzienne przytłoczyło cię tak, że o tym zapominasz.

Angelika Maria Piątkowska

Certyfikowana Terapeutka TSR 1st.